PODRÓŻE/RELACJA

Krótko nad Pregołą

Michał Glock

Krótko nad Pregołą Wpisałem sobie w AI hasło z nazwą miasta i ten mądry program napisał w zasadzie tekst za mnie. I na tym mógłbym poprzestać. Ale jakoś nie po drodze mi z AI, więc zacznę ten esej nieco inaczej-po swojemu. „Koń, jaki jest, każdy widzi” … tak samo jest z Królewcem. Problem jest jednak taki, że osoby, które ostatnio piszą o mieście Kanta, nigdy w nim nie były albo były dawno temu (mam na myśli przed COVID-em). Do Królewca jeżdżę od wielu lat. Pierwszy raz byłem, gdy Polska nie była jeszcze w Strefie Schengen, nie było wiz, miałem włosy na głowie i niebieski – „polski paszport na sercu”. Potem wiele razy autobusem, koleją i w końcu własnym autem. Ostatnio byłem tam kilka dni temu… Znam Królewiec z własnych doświadczeń zbieranych przez lata. Innymi słowy mam skalę porównawczą i swoje przemyślenia. Do Królewca pchnęła mnie ciekawość i potrzeba naukowa, czyli moje badania nad historią morską carskiej i radzieckiej Rosji. Tak już zostało. Celem moich wizyt są… książki, które kocham i namiętnie kupuję. W czasie swojej pierwszej wyprawy kupiłem wspaniałą książkę-sprawocznik Aleksandra Szirakorada, która wtedy kosztowała 800 rubli i wydawała mi się strasznie droga. Dodam, że wtedy 100 rubli kosztowało jakieś 12 złotych. Teraz za 100 rubli płaciłem 4,5 zł. Niestety, dziś już nie ma tych księgarń, kiosków z książkami… wszystko można zamówić przez internet i po prostu odebrać. To trochę tak, jakby zamiast na ryby z wędką iść do sklepu rybnego.

Wracając do opowieści o Królewcu, to swoisty skok cywilizacyjny zaliczył w czasie Mundialu w 2018. Od tego czasu miasto zmieniło się znacznie. Był to wielki impuls modernizacyjny. Zbudowano wielki i nowoczesny stadion oraz przebudowano całą okolicę, która wcześniej była nieużytkami zalewanymi od czasu do czasu wodami Pregoły. Zmienił się także znacznie układ komunikacyjny. Od wschodu i od północy zbudowano w końcu obwodnicę z prawdziwego zdarzenia (4 pasy w jedną stronę). Dzięki temu dostęp do lotniska i nadmorskich kurortów, jak Zielenogradzk czy Swietłogorsk, jest znacznie łatwiejszy niż kilka lat temu. Od strony Polski (od południa i od zachodu) takich ułatwień nie ma. Drogi są tu wąskie i, co gorsza, zakorkowane, gdyż od tej strony Królwiec w ostatnich latach znacznie się rozbudował. Powstały tam całe nowe osiedla. Jadąc autobusem, miałem sposobność przyjrzeć się nowym blokom i postać w korkach. Przy okazji udało się przyjrzeć w praktyce rzekomym brakom paliwa. Ukraińska propaganda, a za nią nasze media (szczególnie te, co walczą z dezinformacją) ogłosiła kolejne wielkie zwycięstwo, bo zniszczono jakąś rafinerię i teraz Rosjanie nie mają paliwa. Panika! Tankujcie auta. Do Królewca te wieści nie docierają, bo paliwo na stacjach jest… a kolejek jakoś nie ma. Litr benzyny 95 kosztuje 66-66,6 rubla (Diesel trochę taniej), czyli jakieś 3 złote. Przypomina mi się sytuacja z trzmielem, który ma za małą powierzchnię skrzydełek w stosunku do masy i teoretycznie nie powinien

latać, ale że trzmiel o tym nie wie… więc lata. Po przyjeździe zrobiłem mały spacer… akurat obok pomnika drużby, czyli przyjaźni polsko-rosyjskiej (kiedyś radzieckiej). Ale ponieważ się już nie przyjaźnimy (na poziomie państwowym), to napis profilaktycznie zdjęto… Być może będzie to niedługo pomnik jakiejś innej przyjaźni…? Okolice dworca południowego także się zmieniły. Wielki pomnik Kalinina dalej stoi, ale ma sąsiedztwo: cerkiew (w budowie) i restaurację sieci „Wkusno i toczka” czyli dawnego McDonald’s. Nie jadam fast foodów, więc tam nie zajrzałem, ale aut na parkingu i ludzi w środku było sporo. Amerykański potentat praktycznie zostawił swój majątek w Rosji, licząc, że pewnie za jakiś czas powróci… tymczasem handel nie znosi próżni i całą sieć przejął jakiś biznesmen z otoczenia prezydenta Putina i dziś serwuje takie same hamburgery, frytki i co tam jeszcze, z tym, że jest nowe logo… i tylko ono się zmieniło. Po drodze do Rynku Centralnego zaszedłem na południową kawę (ot taka tradycja nawet na urlopie). Ceny kawy w kawiarni… no cóż, niższe niż u nas – zapłaciłem 6,35 zł. No i w końcu dotarłem na rynek, aby zweryfikować podawaną z lubością informację, że Rosjanie mają wielki problem z ziemniakami… a raczej ich brakiem. O zgrozo, kartofle są i ceny takie jak u nas – około 3 złote za kilogram. Tu trzeba jednak pewną rzecz wyjaśnić. Rosja zawsze, jak sięgam pamięcią, sprowadzała produkty rolne i zazwyczaj były one wyraźnie droższe niż u nas. Mnie na przykład przekonuje ich jakość. Dajmy na to takie granaty

(o owocach mowa). Smakują zupełnie inaczej niż te kupowane w naszych marketach… są po prostu lepsze i są z Azerbejdżanu. Około 2014 roku (czyli początek wojny na Ukrainie) w obwodzie kaliningradzkim nastała pewna rewolucja agrarna… po prostu ziemia, która leżała odłogiem, zaczęła być uprawiana. Było to związane z uregulowaniem statusu prawnego nieruchomości rolnych. Od strony Polski widać z drogi np. nowo posadzone sady. Mija się pola kukurydzy i jakiegoś zboża (ale nie wiem jakiego – chyba jęczmień). Innymi słowy, od około 10 lat Rosja i Królewiec dążą do samowystarczalności, jeżeli chodzi o produkty rolne. Przy okazji spotkałem się ze znajomymi i nawet poszedłem do znanej restauracji „Chmiel”. Nie powiem, jadłem tam pyszne pielmieni z wędzonym mięsem z jelenia. Pielmieni były ulepione z ciasta zielonego… A jak się okazało, że jestem z Polski, to dostałem sporych rozmiarów kieliszek wódki „chrzanówki” … a w zasadzie dwa, bo mój gospodarz był autem i z oczywistych powodów nie pił… Ceny w tej restauracji były bardzo przystępne, bo porcja pielmieni kosztowała jakieś 20 złotych, a piwko jakieś 12. No właśnie, o propos piwa. Okazuje się, że sankcje jednak działają… na produkcję piwa. Problemem jest słód jęczmienny, gdyż okazuje się, że jęczmień uprawiany w Rosji nie nadaje się, aby robić dobre piwo. Ale nie ma strachu… piwo jest. Słód sprowadzany jest dalej z Niemiec, tyle że okrężną drogą. Handel nie znosi próżni i na przykładzie słodu to dobrze widać. Z okna restauracji można popatrzeć na samo centrum miasta i ruch na ulicach. Po pierwsze, widać nowe

tramwaje (chyba białoruskie); kiedyś po Królewcu jeździły polskie… PESY, tak jak u nas zwane ogórkami. Jest też całkiem sporo pięknych chińskich elektryków i hybryd. Jakoś tej biedy i kryzysu z poziomu ulicy nie widać. Czytałem kiedyś, że królewieckie zakłady Awtotor zbankrutują, gdyż wycofało się stamtąd BMW (Awtotor to bardzo nowoczesna montownia aut osobowych i terenowych). Tymczasem po miesiącu okazało się, że w miejsce BMW weszli Chińczycy i teraz montuje się tam aż 5 modeli marki Chery. W Królewcu obecnie jest realizowana duża inwestycja, polegająca na budowie nowego mostu przez Pregołę w centrum miasta. Ciekawe, że nie zdecydowano się na rozbiórkę starego mostu – nitowanego, z czasów niemieckich. Ukończono też nowy budynek Muzeum Światowego Oceanu, który przypomina gigantyczną kulę ze stali i szkła. Jednej rzeczy w Królewcu już jednak nie zobaczymy. Z panoramy miasta zginął koszmar poprzedniego ustroju… sławny Dom Sowietów. Wzgórze zamkowe jest teraz jakieś puste… zaś w samym mieście trwają gorączkowe debaty, co tam zbudować. Jednym z pomysłów jest odbudowa zamku… według mnie pomysł słaby… choć szczegółowe rysunki i plany kompleksu zamkowego są zrobione od lat i czekają na realizację. Przepisy i ograniczenia, jakie nałożyła UE na Rosję, w zasadzie uniemożliwiają wjazd do Polski samochodów na rosyjskich tablicach rejestracyjnych. Nie obowiązuje też w Rosji zielona karta, co jest uciążliwe, gdyż trzeba sobie kupić ubezpieczenie na auto na granicy. Stąd w Polsce nie ma aut z Królewca. Myli się jednak ten, kto myśli, że Rosjanie nie

jeżdżą do Polski. Na granicy jest pełno aut.… tylko, że na niemieckich tablicach… są też na litewskich i estońskich. Ja podróżowałem autobusem, jak już wspomniałem. Obecnie do Kaliningradu jeździ z Gdańska bagatela 12 par autobusów, z czego 4 obsługuje PKS Gdańsk, 4 firma ElMax z Bartoszyc i 4 chyba są przewoźników rosyjskich. Do tego dochodzi kilka autobusów przewoźników niemieckich. W naszym autobusie było 46 osób (odjazd o 17:30), a w kolejnym autobusie (odjazd o 18:00) było 45 osób. Oczywiście Rosjan przeważnie z prawem stałego pobytu w UE. Dawniej były tylko 4 kursy autobusów, a chodziły słuchy, że i te miano zlikwidować, bo nie ma kto nimi jeździć. Tak więc widać, że jest duże zainteresowanie przejazdami. Autobusy mają jedną przewagę nad zwykłym samochodem, gdyż na granicy są odprawiane w pierwszej kolejności i relatywnie szybko można przejechać. Na samej granicy rozbawił mnie jeden plakat o tym, żeby nie mówić rosyjskim pogranicznikom, co się w Polsce dzieje, a jak który z nich zapyta, to zaraz to zgłaszać naszym tajnym służbom. Zapytacie, co w tym śmiesznego? Tyle lat jeżdżę do Rosji i nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś się pytał o Polskę… oni raczej pytają o obwód, po co i gdzie się jedzie… oraz gdzie się było i co się wiezie w drodze powrotnej. Taki plakat mógł przygotować ktoś, kto nie ma bladego pojęcia, co się dzieje na granicy i jak wygląda sama odprawa. Kiedyś bawił mnie inny plakat na dworcu w Braniewie, gdzie była informacja dla osób podróżujących z psem, kotem lub FRETKĄ… ta ostatnia mnie ubawiła szczególnie, że nie byłem nachalnie trzeźwy…

Obwód królewiecki stał się modny wśród Rosjan. Szacuje się, że obwód odwiedzi w tym roku ponad 10 mln osób (na stałe mieszka tu 1 mln, z czego 700 tys. w samym Królewcu), wśród lokalnych Rosjan jednak pobrzmiewa żal, że nie mogą na weekend wybrać się np. do Trójmiasta. Wspominam o tym, gdyż czytałem ostatnio, że ruch turystyczny w obwodzie zanika… Mój znajomy przewodnik z Bałtijska pracuje bez przerwy od maja, bo ma tyle wycieczek… a sam na urlop wybiera się do Egiptu… Plotki o upadku ekonomicznym Rosji są przesadzone. Handel nie znosi próżni, a Rosja handluje z całym światem, czy nam się to podoba, czy nie. Już wcześniej to obserwowałem, gdy Polska nałożyła jakieś ograniczenia w handlu z Rosją. Miejsce naszych produktów spożywczych zastąpiły wtedy produkty… z Węgier. Tak jest tym razem, tylko na dużo większą skalę. W sklepach niemieckiej sieci SPAR widziałem z kolei nasze przetwory, np. kukurydzę w puszkach, ogórki małosolne w słoikach, jest też piwo: Żywiec, Tyskie, a nawet Braniewo (!). Wydaje mi się, że nie rozumiemy skomplikowanych przemian w światowej gospodarce. Świat zmienia się z jednobiegunowego na wielobiegunowy lub raczej na dwubiegunowy, gdzie z jednej strony będzie stał kolektywny zachód, a z drugiej kraje globalnego południa pod przewodnictwem Chin, Rosji i Indii. Polityka celna USA tak naprawdę wyrzuciła do kosza układ o wolnym handlu, więc mamy powrót do lat 90. XX wieku. Czy my i nasi sąsiedzi powrócimy do skali kontaktów, jakie były choć przed 2022? Myślę, że tak, ale potrzeba czasu i (s)pokoju.

OD REDAKCJI W materiale dokonaliśmy drobnej redakcji. Autor stosował starą, rosyjską nazwę miasta, która od lat w różnych polskich środowiskach uchodziła za kontrowersyjną, gdyż nawiązywała do zbrodniarzy, którzy mordowali Polaków. W 1946 roku zdobyczną stolicę Prus Wschodnich Królewiec (Königsberg), wchłoniętą przez Stalina, przemianowano na cześć zmarłego Michaiła Kalinina, który jako komunistyczny polityk (w latach 1938-1946 był przewodniczącym Prezydium Rady Najwyższej ZSRR czyli formalnym głową państwa) złożył podpis na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku. Inny Kalinin – Anatolij Michajłowicz, kapitan bezpieki brał czynny udział w tych mordach, za co jeszcze w kwietniu 1940 roku przyznano muł order, a kilka miesięcy później na podstawie decyzji podpisanej przez zbrodniarza Berię, otrzymał swoje srebrniki – nagrodę pieniężną w wysokości miesięcznego wynagrodzenia za „pomyślne wykonanie zadań specjalnych”. Jerzy Bahr (1944-2016) pierwszy polski konsul generalny nad Pregołą (1992-1994), a następnie ambasador w Kijowie (1996-2001), Wilnie (20012005), szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (2005) i ambasador w Moskwie (2006-2010), chętnie bywający także w Elblągu, gdzie miał licznych znajomych, podczas różnych spotkań zwracał uwagę, że dla Polaków rosyjska nazwa jest nie do zaakceptowania. Poza tym Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej działająca przy Głównym Geodecie Kraju, na posie-

dzeniu (w dniu 12 kwietnia 2023 roku) uchwaliła, że „dla miasta o rosyjskiej nazwie Kaliningrad zalecana jest wyłącznie polska nazwa Królewiec i niezalecane jest stosowanie w języku polskim nazwy Kaliningrad”. Dokonując powyższych zmian Komisja wzięła pod uwagę, że: • miasto obecnie noszące rosyjską nazwę Kaliningrad znane jest w Polsce pod tradycyjną nazwą Królewiec, • obecna rosyjska nazwa tego miasta jest sztucznym chrztem niezwiązanym ani z miastem, ani z regionem, • fakt nazwania dużego miasta położonego blisko granic Polski imieniem M.I. Kalinina, zbrodniarza współodpowiedzialnego m.in. wydania decyzji o masowym wymordowaniu Polaków (zbrodnia katyńska), ma w Polsce emocjonalny, negatywny charakter, • nazwy geograficzne, poza funkcją

identyfikacyjną, mogą mieć funkcje symboliczne, a obecna rosyjska nazwa miasta stanowi element przestrzeni symbolicznej Rosji narzucany także odbiorcom spoza granic tego kraju, wydarzenia związane z rosyjskim napadem na Ukrainę, narzucanie tzw. ruskiego miru, prowadzenie przez Rosję wojny informacyjnej, każą inaczej spojrzeć na kwestię nazw narzuconych, budzących duże kontrowersję, nie spotykających się w Polsce z akceptacją, każde państwo ma prawo używania w swoim języku tradycyjnych nazw stanowiących jego dziedzictwo kulturowe, nie może być natomiast zmuszane do stosowania w swoim języku nazw przez nie nieakceptowalnych.

Edward Janusz Jeremczuk z 17. grudnia 1903, pierwszego w pełni udanego sterowanego lotu na odległość