Wiersze
KAZACHSTAŃCY W HAMBURGU
Śnią Kazachstan. Śnią stepy. Śnią zimno. I konie o sierści
zjeżonej. I płaskość przestrzeni po kres horyzontów.
Robotę ciężką, co zamiast wyzwalać – zniewala. Wykrzywia
plecy i duszę dławi. Śnią starą modlitwę, co moc dawała.
Budzą się w ciepłym wieżowcu. Za oknami widzą okna. Geometryczne skrawki zieleni. Ścięte po korzeń, posłuszne.
I oni w ułożonej linii wstają, biorą prysznic, jedzą śniadanie, idą na spacer.
Między wieżowce. Świerki i brzozy. I… odartych z rodziny ludzi.
Wciskają swe dusze w ramy. Za wygody dziękują. Wybrańcy losu.
Lecz wiatr czują – ciągle obcy. I myślą: – Kazachstan. Tam rozwalają
domy. Tam brak ogrzewania. Tam z niedożywienia się puchnie.
Tam… dzieci nasze! – I przeklinają cywilizację, którą poznali.
Hamburg 2001
Świat, do którego nie powrócimy
Świat, do którego nie powrócimy…
Zardzewiałym poskrzypuje skrzydłem.
I coraz śmielsze białe wrony, gawrony,
kruki. Śnieżny gołąb między szarymi grucha.
Tym, co człowiek na pniu im położył, się podzielą.
Ref.: Jeśli ciemnością być nie chcesz…
Jeśli nie chcesz bywać ciemnością…
Ciemnością jeśli być – nie chcesz!
Świat, do którego nie powrócimy…
Z nastroszonym zaiwania włosem.
Bądź nam jowialna, wichuro w rozkazach.
Częścią życia razem jesteśmy! Psocić to
nie kreować. Rycerskości sztuka już nas wygląda.
Ref.: Jeśli ciemnością być nie chcesz…
Ciemnością jeśli być – nie chcesz,
Jeśli nie chcesz bywać ciemnością…
Luty 2022, Belgia
Swawolnie
Brak tolerancji nie urodzi
szacunku. Zapatrzenie
w wyłączność własną –
to jak przypadkowa
leśna ścieżyna, co nie
uznając drzew sąsiedztwa
wiekowych, tnie im po
korzeniach i wrzeszczy że
przeszkadzają jej się rozciągać
wolno – swawolnie.
Małe krasnale i echa
złocone zielonych łez strugi
na niedojrzałości sen – toczą.
1. listopada 2016 roku, Belgia
Nieśmiertelni
Dziś wiemy:
gdy porozpadają się
nam ciała…
Zabłyśniemy
miłością w granitach kamieni.
Będziemy się uśmiechać
z wirtualnych światów.
Chodzić po nich, mówić i trwać.
Młodzi w osmozach i piękni.
Zanim jakaś postrzelona hybryda
nie wyłączy bezdusznie
nam komputera…
A jeśli… w ciele pozostać tak
długo – jak drzewa i domy.
Góry i morza. Jak myśl stabilna.
Jak ontogeneza planety.
Dematerializować się
na ad finem koncepcję własną!
Nieśmiertelni…
Belgia, sierpień 2021
Wizja
Na moim pomarańczowym jak planeta
balkonie stałam. Wyszłam nocą po haust
powietrza. Po zapach róż, tulących swe
bukiety do spania. Po miauczenie
moich dzikich kotów na dobranoc. I
widziałam, jak w świetle lampionów,
zielonymi płucami krzew oddychał spragniony.
Maj 2004, Belgia
Zdjęcia Autorki
