SYLWETKA/PORTRET

Polonofil z pruskiego Elbląga. Szkic do portretu Henryka Nitschmanna

Polonofil z pruskiego Elbląga. Szkic do portretu Henryka Nitschmanna Dzieciństwo i młodość. Lata nauki Dnia 24. kwietnia 1826 roku w domu radcy sądowego Henryka Leopolda Nitschmanua przy ul. Am Lustgarten 14 (dziś plac Wolności) w Elblągu przyszło na świat dziecko płci męskiej. Chłopiec otrzymał imię Henryk Edward i już wtedy bliscy widzieli w nim przyszłego prawnika, ponieważ zawód jurysty był w tej rodzinie dziedziczny. Prawnikami byli – dziadek noworodka, jego ojciec i dwaj stryjowie.

Henryk od dzieciństwa wykazywał duże zdolności umysłowe, w wieku czterech lat umiał już czytać i pisać, dwa lata później znał dobrze łacinę, a jako gimnazjalista tłumaczył poezję z greki, łaciny i francuskiego.

Jednak edukację w Gimnazjum Elbląskim, do którego uczęszczał w latach 1832–1843, utrudniały kłopoty zdrowotne. Dwukrotnie przerywał naukę, by poprawić wątłe zdrowie pobytami na wsi. Ostatecznie gimnazjum nie ukończył, wobec czego ojciec upatrzył dlań zawód rolnika. W latach 1843– 1846 widzimy młodego Nitschmanna na praktyce w majątkach ziemskich, a następnie w służbie wojskowej w huzarach. Ta ostatnia informacja nieco dziwi w kontekście wspomnianych problemów ze zdrowiem.

Nitschmann żadnych studiów uniwersyteckich nie skończył. Co prawda Tadeusz Oracki w Słowniku biograficznym Warmii, Mazur i Powiśla pisze, że studiował w Berlinie i innych miastach niemieckich, ale to gruba przesada. Owszem, w 1855 r. przebywał kilka miesięcy w Berlinie i słuchał wykładów w tamtejszym uniwersytecie, ale nie były to żadne regularne studia, zresztą pobyt w stolicy był nazbyt krótki.

Brak formalnego wykształcenia nie przeszkodził jednak Henrykowi w zdobyciu rozległej wiedzy. Tłumaczył literaturę z siedmiu języków, znal dobrze historię i literaturę Polski, geografię powszechną, teorię i historię muzyki. Po powrocie z Berlina Nitschmann osiadł w zakupionej mu przez ojca posiadłości ziemskiej Pożary, tu przez dziesięć najbliższych lat będzie dzielił czas między obowiązkami ziemianina i literata. W końcu jednak dusza mieszczucha zwyciężyła, w 1865 roku puścił Pożary w dzierżawę i zamieszkał jako rentier w Elblągu.

Tłumacz i historyk polskiej literatury Nie wiadomo gdzie i kiedy Henryk Nitschmann posiadł znajomość języka polskiego, być może w Elblągu, choć na pewno nie w gimnazjum. W czasie jego nauki nie było już tu nawet obowiązkowego lektoratu polskiego. Podczas pobytu w Worninach, które dzierżawił kilka lat po odbyciu służby wojskowej, zetknął się ze środowiskiem polskim. Tu musiał poznać język, względnie pogłębił znajomość, wyniesioną z rodzinnego miasta. Podobno już po trzech miesiącach pobytu w wornińskim majątku biegle mówił po polsku.

Debiut translatorski przypadł na rok 1854. W marcu tego roku na łamach dodatku do dziennika Elbinger Anzeigen pojawił się jego przekład wiersza Franciszka Morawskiego Łza (Die Thrane). W tym samym roku jesienią lipska Novellen-Zeitung wydrukowała większy wybór przetłumaczonych przez Nitschmanna utworów, były wśród nich dwa sonety Mickiewicza. Pod koniec lat pięćdziesiątych przekładów jest już tyle, że wystarcza na wydanie osobne. Książka ukazała się w Gdańsku w 1860 roku w pięknej szacie edytorskiej, pod tytułem Polska na Parnasie (Ausgewahlte Gedichte der Polen).

Książka zawiera 25 przekładów, są wśród nich utwory Mickiewicza, Kraszewskiego, Syrokomli, Naruszewicza, Żmichowskiej. Polska na Parnasie była wznawiana trzykrotnie, w latach 1861, 1862 i 1875.

Każde następne wydanie jest obszerniejsze od poprzedniego, pojawiają się nowi poeci: Rej, Kochanowski, Krasicki, Krasiński.

W 1880 roku wychodzi jeszcze jeden książkowy wybór tłumaczeń, jest nim wydana w Lipsku Iris. Dichterstimmen aus Polen. Później Nitschmann odchodzi nieco od działalności przekładowej i poświęca się pracy nad historią polskiej literatury. Jej plonem jest wydana w 1882, a wznowiona w 1889 roku Geschichte der polnischen Litteratur.

We wstępie do niej zamieszcza znamienne zdanie, będące odpowiedzią na niemieckie stwierdzenie, że Polska nie ma żadnej literatury: „Jest to taka sama prawda, jak stwierdzenie w pochmurny dzień, że nie ma słońca na niebie”.

Przekłady Nitschmanna już przez współczesnych były oceniane wysoko. Podkreślano lekkość stylu, piękno języka i wierność oryginałom. Z drugiej jednak strony wytykano tłumaczowi to i owo, a więc brak archaizacji języka w przekładach Reja i Kochanowskiego, odstępstwa merytoryczne, które stosował dla dokładniejszego oddania treści.

Nie mnie osądzać translatorską działalność Henryka Nitschmanna, ale na podstawie istniejących ocen można stwierdzić to, przed czym jakby wzdrygają się jego biografowie: Nitschmann był tłumaczem dobrym, nawet bardzo dobrym, ale nie wybitnym; najlepszym w tej dziedzinie ustępował. Nie umniejsza to oczywiście w niczym jego zasług w popularyzacji polskiej literatury i kultury wśród Niemców. Jego polonofilizm wychodził daleko poza literaturę. Był on rzecznikiem sprawy polskiej w najtrudniejszych dla nas czasach, w okresie Powstania Styczniowego i w latach germańskiego ucisku. Przekłady z innych języków Działalność translatorska Henryka Nitschmanna nie ograniczała się do języka polskiego, choć przekładom naszej literatury poświęcił najwięcej czasu i talentu. Spośród wielu innych języków, z których tłumaczył i doczekał się zresztą gruntownego opracowania (Michał Cieśla, Niemiecki słowianofil Henryk Nitschmann jako tłumacz serbochorwackiej poezji ludowej, Acta Philologica, nr 2,1970). Z literaturą Słowian południowych Nitschmann zetknął się za pośrednictwem twórczości Kazimierza Brodzińskiego i Lucjana Siemieńskiego, który tłumaczył na niemiecki, a oni z kolei zajmowali się przekładami z literatur słowiańskich.

Przypuszcza się, iż języka serbochorwackiego nauczył Nitschmanna Roman Zmorski, znany poeta – słowianofil, przebywający jakiś czas na Pomorzu. Wyrazem fascynacji nowopoznanym językiem był dział Serbska pieśń ludowa w wyborze tłumaczeń różnych języków, wydanym w 1868 roku (Album ausländischer Dichtung). W tym samym wydawnictwie znalazł się także plon wieloletniej pracy nad przekładami z francuskiego i angielskiego m.in. wiersze Victora Hugo, Alfreda de Musset i George’a Byrona. Po latach wróci do tłumaczeń z francuskiego książką Perlen französischer Dichtung, znalazło się w niej tłumaczenie wiersza króla Stanisława Leszczyńskiego oraz jego biografia.

Z języków słowiańskich tłumaczył Nitschmann jeszcze literaturę czeską, z klasycznych – grecką i łacińską. Te ostatnie przekłady pochodzą jeszcze z lat gimnazjalnych i stanowią raczej margines jego twórczości. Nitschmann znał także holenderski, ale o ewentualnych przekładach z tego języka nic nie wiemy.

Muzyk, muzykolog, meloman Wśród licznych talentów, jakimi natura obdarzyła Henryka Nitschmanna, były także uzdolnienia muzyczne. Od dzieciństwa grał na pianinie i instrumentach smyczkowych. Pozostawił po sobie wiele kompozycji w tym około dziesięciu wydanych drukiem, reszta pozostała w rękopisach; są wśród nich nuty do pieśni Mickiewicza Gdybym się zmienił we wstęgę złocistą, choć autorstwo tej akurat melodii nie jest stuprocentowo pewne. Jednak największą aktywność Nitschmann przejawiał na polu nie kompozycji, lecz krytyki. W jego dorobku jest ponad setka drukowanych recenzji, sprawozdań, artykułów fachowych. Efektem niemal każdego wyjazdu do większych miast poza Elbląg było uczestnictwo w koncertach, a następnie teksty na ten temat w elbląskiej prasie.

W 1869 roku założył w Elblągu Towarzystwo Filharmoniczne (Philharmonische Gesellschaft). Stał na jego czele do 1878 roku, organizował koncerty, prowadził konferansjerkę, akompaniował. Nie znam fachowych ocen jego twórczości muzycznej, jednak wyobrażam sobie taką sytuację. Jestem na koncercie elbląskiej orkiestry symfonicznej Magna Astra – w repertuarze kilka kompozycji Nitschmanna…

Podróże Henryk Nitschmann pozostawił po sobie bogatą, liczącą około 3 tys. woluminów, bibliotekę. Bardzo duża jej część to książki geograficzne i przeżywająca rozkwit w drugiej połowie XIX w. literatura podróżnicza. Na stronach wielu książek zachowały się uwagi i podkreślenia czytelnika. Księgozbiór świadczy o jeszcze jednej pasji jego właściciela – podróżach.

Sam podróżował niezbyt wiele, przeszkadzało w tym najpierw przywiązanie do ziemi a później nawał zajęć literackich. Niemniej jednak bywał w Berlinie i Wiedniu, odwiedził Francję i Śląsk, chętnie jeździł do Królewca i Gdańska.

Opracował i sam narysował (miał też spore zdolności plastyczne) turystyczną mapę Bażantarni, miała ponoć kilka litograficznych wydań. Niestety nie dało mi się jak dotychczas na nią natknąć.

W latach 1877–1878 drukował w odcinkach w Elbinger Zeitung wrażenia z podróży po Sudetach. W tym samym czasie wyszła broszura Wspomnienia z Oliwy (Erinnerungen an Oliva), zawierająca opis podróży po terenie dzisiejszego Trójmiasta. Są w niej pomorskie legendy i kilka pieśni kaszubskich, oczywiście we własnym przekładzie na niemiecki.

Życie prywatne O życiu prywatnym Nitschmanna nie możemy powiedzieć zbyt wiele; niewiele ponadto, iż wypełniała je praca. Umarł w stanie kawalerskim. Najważniejszą kobietą w jego życiu była po śmierci matki starsza siostra – Augusta. Już jako gimnazjalista poświęcał jej wiersze.

Śmierć Augusty w 1889 (?) roku pogrążyła go w smutku i przygnębieniu. W swym testamencie zapisał 7000 marek „pannie A. R., która teraz jako towarzyszka u mnie działa”, wydaje się jednak, że była to tylko służąca.

Rozrywką, jakiej poddawał się z wielkim ukontentowaniem, było koncertowanie w gronie przyjaciół. Każdej niedzieli po południu w jego mieszkaniu przy ul. Rybackiej 10 zbierał się kwartet smyczkowy, w którym Henryk grał pierwsze skrzypce.

Od czasu służby w huzarach pozostała mu estyma do koni, miał własnego wierzchowca i jeszcze po siedemdziesiątce dziarsko trzymał się w siodle. Z natury był raczej mizantropem, osobiste kontakty z ludźmi zastępowała mu obfita korespondencja, którą prowadził z literatami, muzykami, wydawcami.

Spuścizna Henryk Nitschmann zmarł 27. kwietnia 1905 r., w testamencie znaczną część swego majątku przeznaczył na rzecz biednych. Nb. testament (spisany po polsku) zdradza, że testator do końca życia nie opanował naszego języka bardzo dobrze („Moje rękopise gotowe do druku, zachowane w starym sekretarzy mahag [tj. mahoniowym] muszą w każdym razie być w cielone w bibliotece miasty Elblągu. Wydatku jednego albo niektórych z tych dzieł w druku nie zawadzi”) Dawni elblążanie zachowywali Henryka Nitschmanna w życzliwej pamięci choć jego propolską postawę za życia często wypominali, a po śmierci przemilczali. Na grobie sławnego rodaka często składano kwiaty, a dowodem uznania dla zasług było nazwanie jednej z ulic w śródmieściu jego imieniem. Po ostatniej wojnie nazwę ulicy zmieniono na Bielańską, bo dawna wydawała się jednoznacznie germańska. Dopiero po upływie kilku lat i „weryfikacji” patrona powrócono do dawnego nazewnictwa.

Grób Nitschmanna zniknął z powierzchni ziemi wraz z likwidacją cmentarza, jego los podzieliły m.in. groby Ferdynanda Schichaua i znanego historyka Prus – Maxa Toeppena – dziś znajduje się tu park Traugutta.

Po Henryku Nitschmannie prócz księgozbioru i bogatej twórczości pozostało archiwum prywatne. Składa się na nie kilkaset listów, dokumenty osobiste, wycinki prasowe, rękopisy niewydanych publikacji, nuty. Cała ta spuścizna została przekazana testamentem Bibliotece Miejskiej w Elblągu, a po II wojnie znalazła się w zbiorach biblioteki UMK w Toruniu.

O elbląskim polonofilu napisano po ostatniej wojnie sporo, najczęściej są to jednak hasła w encyklopediach i słownikach oraz drobne artykuły informacyjne, często o zacięciu propagandowym. Z dwóch poważniejszych opracowań wspomniany wyżej tekst Michała Cieśli dotyczy wąskiego wycinka twórczości.

Natomiast drugi wyszedł spod pióra najlepszego znawcy życia i twórczości Nitschmanna – Leonarda Jarzębowskiego, ale ten z kolei pochodzi sprzed kilkudziesięciu lat i skupia się w zasadzie na polskim aspekcie działalności (Leonard Jarzębowski, Henryk Nitschmann – miłośnik kulimy polskiej, Zeszyty Naukowe UMK, z. 3, 1960).

Ostatnio władze Elbląga podjęły starania o zwrot toruńskiego depozytu. Jeśli przedsięwzięcie powiedzie się, w co nikt w Elblągu nie wątpi, wróci także księgozbiór i archiwum Nitschmanna. W ten sposób wypełni się jego wola, wyrażona w testamencie, a on sam doczeka się być może biografa z prawdziwego zdarzenia.

Tygiel nr 12/ 1994