POEZJA

Wiersze

x x x

wiem wiem
teraz żyje mi się
piękniej
łatwiej
bogaciej

ale
dałbym wiele
by wrócić
do dzieciństwa

gdy
pajda mokrego chleba
posypanego cukrem
zapach świeżej słomy w sienniku
zabawy w berka i chowanego
ciepło matczynej dłoni
i życzliwe spojrzenia ludzi

wystarczyły by być szczęśliwym

x x x

a jeśli tam
– po drugiej stronie nicości
nikt na mnie
nie czeka
coraz
więcej pytań
coraz mniej
odpowiedzi
błądzę
po manowcach
wiary
i filozofii

Mojemu miastu na pożegnanie

mój cień
zostawiony nad Orzycem
dalej śpi w szuwarach

może ktoś kiedyś
obudzi go przypadkiem

pójdzie w miasto
z moimi wierszami

opowie moją historię

jestem dumny i hardy
nie ulegam schematom
unikam fałszywych proroków
i klakierów
mówiących jedno
robiących drugie

na białe mówię białe
na czarne – czarne

jestem
człowiekiem o jednej twarzy

nie proszę o litość
tylko o zrozumienie moich słów
prostych
jak bicie matczynego serca
ciężkich
jak spracowane ręce ojca

miasto zostawiam daleko
ale
wierzę
że przyjdzie taki dzień
kiedy wrócę do niego
– choćby wierszami

Tarczyn 2023

x x x

myślałem
zakończę wędrówkę
na ziemi makowskiej
tej dobrej i tej złej
ale własnej
swojskiej
rodzicielskiej

ojcze
matko

nie Maków
Sztum
Tarczyn

przede mną
dalsza podróż
do wymarzonej Itaki

x x x

idę drogą
do kolejnej góry niepewności
kolejnej rzeki nadziei

na plecach dźwigam ciężki bagaż wspomnień znad Tarczynki –
tych dobrych i tych złych

czy ktoś
poda mi rękę
zbierze słowa
które rozrzucę
na nowej ziemi

Tarczyn – 2025

x x x

zgasiłem światło
zamknąłem drzwi
kluczem wspomnień

ostatnie kroki na schodach
ostatnie spojrzenie na ukochaną wierzbę
ostatnie westchnienie na przyblokowej ławce

w zadumie pochylam głowę
i odchodzę
bez fanfar
bez fajerwerków
to by było na tyle…

żegnajcie
rzeko Tarczynko
jabłuszko z Rynku
i ty
święty Mikołaju
z gotyckiego kościoła

idę w nieznane
z cieniem Tarczyna
zapisanym w sercu

gdzieś tam
czeka nowe drzewo
nowa ławka
i ktoś
kto mówi
dobrze
że jesteś

Skarżysko-Kamienna 2025

x x x

moje dzieciństwo
to zapach chleba
z piekarni Dobrzyńskich

smak
mleka od krów pani Łojek
i lodów od Krukowskiej

wyścigi na kapsle
wojna w załogę „Rudego – 102”
(każdy marzył by zostać Jankiem Kosem)
podwórkowy palant i mecze w piłkę kopaną

moje dzieciństwo
to zabawy w chowanego na strychu

najlepszą kryjówką
były trumny robione przez mojego
chrzestnego
– Jana Wolskiego

moje dzieciństwo
to sąsiedzkie rozmowy na schodkach
przed domem

jak echo powracały w nich wspomnienia o wojnie których wtedy nie rozumiałem

przez mgłę
widzę na podwórku
dziada ze starzyzną
donośnie wołającego
„szm-aaaty skupuję, szm-aaaty!”

a innym razem
chłop
o wysuszonej twarzy
zaciągający się „Sportem”
ostrzył noże i nożyczki

dźwięk
młotka walącego
w blachę na wózku z kołowrotkiem
kamienia szlifierskiego
mam do dzisiaj w uszach

po domach chodzili domokrążcy sprzedający kiczowate obrazy Świętej
Rodziny przyjmujący zamówienia na monidła

w środę
nawet za cenę wagarów
chodziłem na jarmark
gdzie można było kupić mydło
i powidło
posłuchać pocztówkowych szlagierów
Szczepanika i Laskowskiego
odtwarzanych z „Bambino”

matka kupowała mięso
w Taniej Jatce pani Ciak
z którego robiła najlepszy na świecie
smalec z cebulą

w drodze do domu
zaglądałem do kuźni Otłowskiego
podkute konie rżały ze szczęścia a ich właściciele opijali jarmarczne interesy

na Rynku przy fontannie
cyganki za „co łaska”
wróżyły przyszłość z kart
niejeden ciekawski
wrócił do domu
goły i wesoły

moje dzieciństwo
to ciepło dłoni
Matki
które chroniło mnie przed złem

spoglądam na córkę
wpatrzoną w nowego smartfona
jak w obrazek
surfującą w sieci

i nawet nie próbuję
jej przekonać
że dzieciństwo
miało kiedyś lepszy posmak