PODRÓŻE/RELACJA

Podróż sentymentalna – Białoruś

Podróż sentymentalna Białoruś 20091 Grzegorz Baranowski To był czas naszego wybijania się na niepodległość. Autobus z Wilna do Oszmian, powiatowego onegdaj miasteczka. Tradycyjny rynek z „ostanowką”, przy niej – najbardziej koszmarna z możliwych – publiczna ubikacja. Teraz już takich tutaj nie uświadczysz! Kilkanaście kilometrów dalej duża wieś Rudziszki, gdzie jeszcze dzisiaj najwięcej – to Baranowskich. I jeden z nich, daleki kuzyn, zsowietyzowany do cna, doprowadzający w dyspucie o Polsce, do wściekłości absolutnej i wilgotnienia oczu. Byli i inni, obcy co prawda, lecz pamiętający Baranowskich, tych co wyjechali do Polski – do Łodzi, Gdańska. Ci obcy bardziej ludzcy, jakby bliżsi sercu, choć język u nich pomieszany.

Przez tyle lat nie odważyłem się tam wrócić, choć myślałem o tamtej ziemi często. Kto wie czy nie nadszedł czas, by zobaczyć Rudziszki ponownie, by pogrzebać w starych księgach metrykalnych. Ale to później, już indywidualnie. Odważyłem się wreszcie, teraz w grupie.

„TygiEL”, nr 3-4 (56-57) / 2009, ss. 68-73.

Króciuteńki wypad autokarowy. Autobus wczesnym rankiem z Braniewa. Nocleg już na Białorusi, w Grodnie. Potem w Lidzie, Baranowiczach i późną nocą powrót do Braniewa. A pomiędzy..? Wasiliszki, Nieśwież, Różana, coś tam jeszcze… No i Nowogródek. Gdyby nie ten Nowogródek, to cała eskapada byłaby takim szybkim, pobieżnym prześliźnięciem się po śladach polskości. Ale ten Nowogródek, tak naprawdę wystarczyłby za całą trasę. Myślałem, że tam tylko Mickiewicz, jakiś dworek – muzeum, kopiec ku czci, kilka pomników. To też było. Jednak największe wrażenie wywarł skromny, prosty kościółek, przycupnięty u stóp Góry Zamkowej. Ów kościółek, tak zdawałoby się niewielki przy tej wysokiej górze, to całkiem spora świątynia – kościół farny pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego, nazywany przez miejscowych „Białą Farą” lub „Farą Witoldową”.

Od szosy ostro zbiegającej w dół tylko kilka kroków pod górkę. Widać resztki przykościelnego cmentarzyka i białe mury kościoła na tle Zamkowej Góry. Wejście jakieś takie ukryte, niepozorne. Więc marsz naokoło i nagle zaskoczenie. Prosta, zwyczajna tablica.

Kolejno z niej sczytywane słowa układają się niespodziewanie w patos historii Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Obojga Narodów: W tej świątyni 1422 roku Władysław Jagiełło Król Polski Wielki Książę Litewski zawarł związek małżeński z Zofią Księżniczką Holszańską przyszłą matką królów polskich Władysława Warneńczyka i Kazimierza Jagiellończyka.

Król Kazimierz Jagiellończyk był ojcem Św. Kazimierza i królów polskich Jana Olbrachta, Aleksandra, Zygmunta I oraz Władysława króla Węgier i Czech i Fryderyka kardynała Kościoła Rzymskiego Prymasa Polski, dziadem zaś Zygmunta Augusta, ostatniego z dynastii Jagiellonów.

Którzy na najwyższe szczyty potęgi i chwały wznieśli Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie. Nie sposób było się nie zatrzymać, nie podumać o losie Rzeczypospolitej, jej wielkości, upadku i trwaniu. Jakby kontrapunktem wielkiej historii tych ziem, wyczytanej z owej tablicy, ale też jej tragicznym zwieńczeniem, jest inna, położona zaledwie kilka kroków dalej, spiżowa tablica.

To miejsce do 1991 r. było spoczynkiem 11 sióstr nazaretanek, pomordowanych przez hitlerowców 1. sierpnia 1943 r. I poniżej to samo po białorusku łacińskim alfabetem. Miejsca hataie da 1991 r. było supačynkam dla 11 siaścior nazaratanak zabitych hitleraūcami dnia 1. žniūnia 1943 r.

5. marca 2000 roku zostały one beatyfikowane przez polskiego papieża Jana Pawła II.

Jeszcze tylko drobne wyjaśnienie do tej pierwszej tablicy. Otóż słowa „w tej świątyni” nie należy rozumieć dosłownie. Obecną farę pobudowano w latach 1719-23, w miejscu znacznie starszej świątyni, wzniesionej w końcu XIV stulecia. Niektóre elementy wcześniejszej budowli zapewne zachowały się do dzisiaj, skoro w nawie głównej widoczne jest sklepienie kolebkowe, a w bocznych kaplicach – gotyckie sklepienia żebrowe.

Więc może jednak „w tej świątyni”?.

A w środku? Jak to w kościele.

Ołtarze, kaplice, epitafia… I znów zaskoczenie. W jednej z kaplic, na skromnej drewnianej ławie stare księgi, na drugiej, pod przeciwną ścianą, chyba nieheblowane deszczułki, a może niewielkie skrzyneczki? Obok płytki, zapewne marmurowe, jakby z jakiejś posadzki wyjęte. Przykucam… olśnienie… Deszczułki, raczej płaskie skrzyneczki, to coś jakby listy, opatrzone lakowymi pieczęciami.

Tak, w pospiechu, przy nienajlepszym oświetleniu trudno odczytać. Ale mam wrażenie, ze dotykam jakiejś tajemnicy, pobudzającej wyobraźnię. Dumam. W świątyni, opisane i zalakowane skrzyneczki. Jakiś ważny dokument?! A cóż tu najważniejszego, jak nie prochy, relikwie.

Powinny mieć potwierdzenie autentyczności! Dopytuję więc młodą nazaretankę, która otwierała nam kościół, opowiadała śpiewną, miejscową polszczyzną, o jego historii i męczeństwie 12 sióstr z jej zakonu. Nie wie, co to jest. Były jakieś prace w piwnicach i na strychu. Teraz siostry czekają na historyków sztuki z Polski, którzy mają zbadać znaleziska. Dopytuję zatem dwóch muzealniczek, wędrujących z nami. Też nie wiedzą, lecz po obejrzeniu, któraś dość niepewnie stwierdza – portatile. Obiecuje po powrocie do Polski wyjaśnić. Wyjaśniła, potwierdziła.

Zdjęciom przyjrzałem się dopiero w domu. Na jednej z owych skrzyneczek, z najlepiej zachowanymi napisami, odczytuję niewielką ich część. Kiepsko mi idzie, dawno już zapomniałem łaciny, a tu jeszcze liturgiczna. Odcyfrowałem zaledwie kilka słów.

Anno Dni.[zapewne skrót od „domini”] 1743.26.12 […] Portatile consecratum est ab[…] Domino Alexandro Horati […] Sufragane…

No właśnie. Jest owo „portatile”.

Internet potwierdza moje spostrzeżenia – drewniana skrzyneczka, a w niej owa marmurowa płytka: Altare portatile (przenośny ołtarz), zwany po polsku portatylem. To kamienna płytka z umieszczonymi w jej wnętrzu relikwiami męczenników, której autentyczność poświadczona jest przez Kurię Diecezjalną pieczęcią i datą z podpisem i z zaznaczeniem, jakich męczenników relikwie zostały umieszczone. Czy to koniec wrażeń? Przeglądam zdjęcia z kościoła. Tablica 1. W murach tego kościoła został ochrzczony dnia 12. lutego 1799 roku Adam Mickiewicz.

Tablica 2. 1395-1995 Bogu najwyższemu w podzięce w 600-rocznicę kościoła farnego w Nowogródku fundacji Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda. Tablica 3. Bohaterom 80. pułku Strzelców Nowogródzkich poległym w r. 1919 i 1920 na polu chwały za wiarę i ojczyznę ku wiecznej przykładnej pamięci – kamień ten kładzie miasto Nowogródek. I poniżej długa lista poległych. Tablica 4. Marmurowa płyta z 1643 r., fundowana przez kasztelana nowogródzkiego, Jana Rudominę Dussiackiego, dla uczczenia śmierci brata Jerzego i jego ośmiu towarzyszy poległych w bitwie pod Chocimiem. Tablica 5.

Pamięci żołnierzy Armii Krajowej okręgu nowogródzkiego „NÓW ” poległych za ojczyznę w latach 1941-1944. Towarzysze broni. A przecież jest jeszcze XVIII-wieczna cudowna kopia obrazu MB Nowogródzkiej, opiewana w inwokacji do „Pana Tadeusza”, czy obraz św. Michała Archanioła, patrona Nowogródka. Tak, ów kościołek u stóp Witoldowej Góry Zamkowej zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dopytywałem muzealniczek, dopytywałem innych uczestników wycieczki. Patrzyli na mnie jak na pomyleńca. Pewnie mieli rację. Bo czyż ta skromna „Biała Fara” może się równać z…

…z XII-wieczną cerkwią św.

Borysa i Gleba na grodzieńskiej Kołoży?

Czy tym bardziej z samym królewskim Grodnem, miejscem sejmów i siedzibą królewską, z przepięknym widokiem na Niemen u stóp Starego i Nowego Zamku, z domem Orzeszków, teraz muzeum Elizy Orzeszkowej?

Z jeziorem Świteź? W tym przypadku może, bo przecież to tylko pięknie położony pośród lasów, okrągły, niezbyt duży kawałek czystej wody. Mickiewicz coś tam o nim pisał.

Z Mirem, w którym najlepiej zachowany na Białorusi zespół zamkowo-parkowy z XV-XVI wieku, należący onegdaj do Radziwiłłów, a przy tym z resztkami stetlu – typowego kresowego miasteczka żydowskiego, które zasłynęło „Mir Jesziwą”, przyciągającą do 1939 roku żydowskich studentów z wielu stron świata? Ówże zespół zamkowo-parkowy wpisany został na światową listę UNESCO.

Z nieświeskim Radziwiłłowym zamkiem, który choć pod okiem polskich historyków i konserwatorów, bywa odtwarzany w zadziwiający sposób?

Przykład najbardziej widoczny i to z daleka – wieża z hełmem, nawiązującym do architektury rosyjsko-prawosławnej.

Mimo to UNESCO w dalszym ciągu utrzymuje dawną rezydencję Radziwiłłów na swojej liście światowego dziedzictwa. Tutaj też kościół Bożego Ciała, w którym sarkofagi co znamienitszych z rodu Radziwiłłów.

Z prawosławnymi obecnie Żyrowicami? Niegdyś bazyliańskimi, za carskiej Rosji przekazanymi prawosławnym. Miejsce to dla białoruskich prawosławnych, lecz również unitów, a nawet katolików jest tym, czym dla Polaków Częstochowa.

Ze słonimską synagogą z 1664 r., teraz w totalnej rujnacji? Czy może z synkowiczowską XVI-wieczną cerkwią obronną, jedyną zachowaną na Białorusi?

Otóż nie. Na mnie największe wrażenie sprawiła, najwięcej refleksji przydała nowogródzka „Witoldowa Fara”. Chociaż odrobinę może konkuruje z nią prosta, drewniana chałupa w Starych Wasiliszkach.

Spytajcie moje córki, którego z piosenkarzy najbardziej kocham. Powiedzą zapewne, że Marylę Rodowicz, może Magdę Umer, może Demarczyk, ale najpewniej na początku wymienią Niemena. Mieszkał w Starych Wasiliszkach, w niewielkiej drewnianej chacie (jest zgoda władz białoruskich na urządzenie w niej jego muzeum), ochrzczony był w tutejszym, imponującym wielkością, neogotyckim kościele św. Piotra i Pawła, gdzie tablica ku czci. Na samej chacie żadnego napisu, tylko coraz liczniejsze polskie nalepki, ostatnia – „Wyprawa rowerowa Polska-Białoruś 3-19 VII 2009 r.”.

Tak, to było tylko 70 godzin na Białorusi i aż 70 godzin. Teraz już wiem, że do Rudziszek z Baranowskimi (to po mieczu) i Pukienami (to po kądzieli) mam pełne prawo powrotu. Jakaś tam moja część jest właśnie stamtąd, druga, ta trochę niemiecka, tkwi w okolicach Ostrowa Wielkopolskiego. Tam też powinienem zajechać. Przecież jam trochę Tatar, trochę Niemiec, a więc Polak.

Zdjęcia Autora