ESEJ

Marksizm umarł na Wschodzie, bo zrealizował się na Zachodzie

Marksizm umarł na Wschodzie, bo zrealizował się na Zachodzie Rok 1989 jest często postrzegany jako zwieńczenie okresu powojennego w długim konflikcie marksizm ostatecznie przegrał, podczas gdy kraje wschodnie stopniowo zajmują swoje miejsce w zjednoczonym świecie wolności, dobrobytu, konsumpcji i demokracji. Odnośnie tego zwycięstwa Zachodu, bądźmy jednak ostrożni: w latach bezpośrednio po 1945 roku konflikt ten postrzegano jako walkę cywilizacji chrześcijańskiej z marksizmem; później dominowało przeciwstawienie demokracji i totalitaryzmu. Mówiono również, że w okresie powojennym walka faszyzmu z antyfaszyzmem trwała nadal, na innym poziomie. Podobno w chwili obecnej komunizm zrzuca cechy wspólne z faszyzmem.

Nic z tego nie jest prawdą.

Marksizm w pełni się zrealizował, obalając jednak swoje założenia i obietnice. Nie uczynił tego z powodu błędów ani zdrady swoich przywódców, lecz z konieczności, wynikającej z jego natury. Nie wyraził radykalnej alternatywy między tezą, reprezentowaną przez kapitalizm a antytezą, reprezentowaną przez proletariat, nie był stworzeniem zupełnie nowej ludzkości. Przeciwnie, historycznie reprezentował przejście z jednego etapu burżuazji do drugiego, etapu późniejszego i ostatecznego. W swojej ważnej i oryginalnej książce, Marcello Veneziani cytuje ontologiczny argument św. Anzelma, zgodnie z którym dzisiejszy okcydentalizm przedstawia się jako id quo maius cogitari nequit, czyli to, od czego nic większego nie można pomyśleć; i odwołuje się do niektórych przedstawicieli nowego liberalizmu, którzy dążą do udowodnienia nieprzezwyciężalności obecnego etapu, osiągniętego przez społeczeństwo neoburżuazyjne, postrzeganego przez nich jako stadium ostateczne.

Marksizm był kulturą przejścia od społeczeństwa chrześcijańsko-burżuazyjnego – którego niezrównany przykład znajdujemy w dziele Benedetto Crocego – do społeczeństwa burżuazyjnego w jego czystej postaci. Można by nawet powiedzieć, iż marksizm reprezentował „przejście do najgorszego” w tym sensie, że dzięki marksizmowi społeczeństwo burżuazyjne pozbyło się wszelkich resztek poczucia moralnego i religijnego, uwalniając się od wszelkich „zanieczyszczeń”, jakie wciąż wiązały je ze społeczeństwem tradycyjnym, prezentując się w ten sposób jako pełen materializm i pełen sekularyzm. Zachód zrealizował wszystko z marksizmu, z wyjątkiem jego mesjańskiej nadziei. „Socjalizm” – pisze Veneziani – „nie odziedziczył społeczeństwa kapitalistycznego, lecz został włączony, uwikłany w sam kapitalizm; pod wieloma względami był przystankiem pośrednim w drodze od kapitalizmu do neokapitalizmu”. Veneziani zauważa, iż społeczeństwo zachodnie dostrzega istotę marksizmu: „radykalny ateizm i materializm, internacjonalizm i powszechną nie-przynależność, prymat praktyki i śmierć filozofii, dominację produkcji i powszechną manipulację naturą, technologiczny Faustyzm i równość, która realizuje się jako homogenizacja”. Nowy globalistyczny liberalizm, zauważa Veneziani, przyswaja sobie lekcję marksizmu, oczyszczając go z wszelkich profetycznych, gnostycznych i antymodernistycznych żużli oraz sugestii solidarystycznych. Możemy zatem powiedzieć, że Zachód jest pełną sekularyzacją marksizmu, a zarazem jego doskonałą realizacją. To kapitalizm wchłania komunizm, wykorzystując go do wymazania świętości religijnej i narodowej – celu, którego nie mógłby osiągnąć w żaden inny sposób.

Element marksizmu, a w ogóle socjalizmu, który pozostaje niewyrażony, nieuświadomiony i zdradzony w społeczeństwie neoburżuazyjnym i okcydentalistycznym, to właśnie to, co było „wielkie” w socjalizmie: potępienie alienacji i nadzieja, na swój sposób „religijna”, na jej przezwyciężenie. To właśnie Veneziani podkreśla na ostatnich stronach, obserwując, jak alienacja utrwaliła się i rozprzestrzenia w społeczeństwie zachodnim. W istocie – i pozwólcie mi przypomnieć myśl, którą przedstawiłem już w 1963 roku – zachodnia irreligijność doprowadziła proces alienacji do skrajnych konsekwencji. Zanik religii zbiegł się z reifikacją człowieka. W ten sposób nastąpiło dokładne przeciwieństwo tego, co przewidywała myśl materialistyczna: upadek religii nie przyniósł końca alienacji, lecz jej ekspansję. Społeczeństwo dobrobytu, jak nazwał je Galbraith, zdołało wyeliminować dialektyczne napięcie rewolucji, a jednocześnie doprowadzić alienację do najwyższego poziomu. Alienacja zbiega się z dehumanizacją, a jednocześnie z utratą wszelkich wspólnych (nie tylko religijnych) ram wartości; a te dwa procesy, ściśle ze sobą powiązane, prowadzą do sprowadzenia osoby do roli rzeczy, którą Veneziani opisuje w swojej książce. W ten sposób rodzi się gigantyczny proces alienacji, który Veneziani trafnie szkicuje: „alienacja jako utrata tożsamości, alienacja jako wyobcowanie ze środowiska, w którym żyjemy, alienacja jako wspólnotowy rozpad i dezorientacja w Heideggerowskim rozumieniu tego słowa, alienacja jako wyzysk, a tym samym wywłaszczenie własnej pracy, alienacja jako komodyfikacja człowieka”.

Zatem społeczeństwo zachodnie zdaje się nie tylko unikać marksistowskiego potępienia alienacji, ale wręcz całkowicie je ignorować, do tego stopnia, że ​​alienacja realizuje się najmocniej. Uważajmy zatem, aby nie powiedzieć, iż Oświecenie zwyciężyło nad marksizmem i że dziś marksizm, oczyszczony z azjatyckiego despotyzmu, powraca do myśli oświeceniowej. Dzisiejszy okcydentalizm zmiótł nawet swój własny oświeceniowy fundament i to, co kiedyś było jego najwyższym wyrazem – Kantowską moralność. W tym kontekście Veneziani zauważa, iż ​​pierwotna legitymizacja „projektu zachodniego” leży w Kantowskim imperatywie praktycznym, który głosi: „traktuj ludzkość zawsze jako cel, a nigdy jako środek”. Jednakże, kontynuuje Veneziani, jeśli dwa wieki później zweryfikujemy ten projekt założycielski w świetle jego rezultatów, „musimy się zgodzić, że Zachód charakteryzuje się całkowitą instrumentalizacją życia, sprowadzeniem człowieka do roli środka”. To uprzedmiotowienie człowieka oznacza odwrócenie założeń okcydentalizmu i jest najbardziej oczywistym przejawem heterogeniczności celów.

Prawdę mówiąc, można powiedzieć, iż cechy dzisiejszego Zachodu potwierdzają to, co przewidziała już literatura kryzysowa lat trzydziestych. Kryzysowy sposób myślenia jest jednak skazany jedynie na podsycanie „kultury żalu”, która jest z gruntu nostalgiczna i osiąga swój szczyt w tradycjonalizmie. Tradycjonalizm wyraża ideę nieodwracalnego upadku Zachodu, ale jego krytyka, właśnie ze względu na całkowity sprzeciw wobec nowoczesnego i burżuazyjnego świata, uniemożliwia sobie skuteczne oddziaływanie, jest odcięta, zdaje się nie mieć wpływu na świat, który zamierza krytykować – i szuka pocieszenia w paplaninie archaicznych i dekadenckich salonów. Rodzi się nowy świat i musimy się do niego dostosować, aby pchnąć go w lepszym kierunku. Dlatego myślę, że musimy zgodzić się ze stwierdzeniem Venezianiego, iż ograniczeniem tradycjonalistycznej krytyki Zachodu jest osądzanie samego Zachodu w świetle przesłanek, które nie są jego własnymi, poprzez dokonywanie niemożliwego porównania między światem zamkniętym w jego doskonałości, światem tradycji, a światem równie zamkniętym w jego potępieniu, światem stawania się. I odwrotnie, „najskuteczniejszym i najsłuszniejszym oskarżeniem Zachodu jest porównanie jego obietnic z ich realizacją”. Przeciwstawianie cywilizacji bytu triumfującemu światu stawania się, oznacza raczej alienację niż walkę; w obliczu tej ostrej opozycji krytyka progresywistyczna łatwo likwiduje racjonalizm, podkreślając, że przeciwstawia on teraźniejszości przeszłość, która bezpowrotnie przeminęła. Autentyczna krytyka tradycjonalistyczna musi podążać inną linią, badając przyczyny, dla których ostateczny rezultat myśli u źródeł okcydentalizmu nie tylko różni się od zamierzeń jego twórców, ale jest wręcz ich radykalnym przeciwieństwem.

Mówiąc o postawie nostalgicznej, w rozdziale poświęconym namiętności pokonanych, znajdujemy trafną obserwację, dotyczącą odwrócenia perspektyw między faszyzmem a neofaszyzmem: ten pierwszy podtrzymywany był przez witalistyczny optymizm i ideologię, opartą zasadniczo na kulcie zwycięstwa; drugi natomiast wyraża pesymistyczną i zmierzchową namiętność do pokonanych, co odwraca zatem pierwotnego ducha faszyzmu. Taka namiętność do pokonanych wydaje się dziś bardziej powszechna, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. W istocie nie zawsze jest prawdą, iż dziś pęd do zarabiania pieniędzy i sukcesu jest całkowicie dominujący. Wręcz przeciwnie, fascynacja przegranymi sprawami rozpowszechniła się jako reakcja na dominującą mentalność. Mówi się, iż historię piszą zwycięzcy, a nie pokonani. Stąd rodzi się w historii solidarność z pokonanymi, jako reakcja na owe status quo.

W swoim przeglądzie tendencji krytycznych wobec okcydentalizmu, zakres badań Venezianiego rozszerza się na inne, nienostalgiczne ruchy opozycyjne, które istnieją współcześnie. Po pierwsze, socjalizm, który dziś stoi przed nieuniknioną alternatywą między wejściem, a powrotem do burżuazyjnego „wspólnego domu” – w duchu liberalnego i świeckiego socjalizmu – a próbą ponownego odkrycia tego, co najwspanialsze i najbardziej „religijne” u jego źródeł, co stawia go w krytycznym świetle wobec okcydentalizmu i neokapitalizmu. Po drugie, ekologia, która, pomimo przeciwnych jej wysiłków, odzyskuje autentyczność, odwołując się do przeszłości, a tym samym krytykując nowoczesność i jej wytwory, poczynając od kapitalizmu. Veneziani identyfikuje kolejny ruch opozycyjny w nurcie „rewolucji konserwatywnej”, której wielkimi inicjatorami są przede wszystkim Martin Heidegger, Ernst Jünger i Carl Schmitt, a epigoni – myśliciele Nouvelle Droite. Veneziani podkreśla zalety tych ostatnich, jego zdaniem, ale także ograniczenia i niedoskonałości, jakie niekiedy skłaniają ich do podporządkowywania się tym samym świeckim i immanentystycznym perspektywom społeczeństwa zachodniego, przeciwko którym wciąż z zapałem protestują.

Po czwarte, Veneziani rozwodzi się nad rozwojem tożsamości narodowych, a ogólniej nad odrodzeniem wspólnot i grup etnicznych, zauważając, że proces ten jest sprzeczny z kosmopolityzmem społeczeństwa zachodniego. Strony, poświęcone odrodzeniu wspólnotowemu, stanowią kontekst dla analizy „przypadku włoskiego” i jego nikłego poczucia tożsamości narodowej, kulturowej i historycznej. Ważnym momentem dla zrozumienia obecnego rozwoju okcydentalizmu, a jednocześnie zidentyfikowania ostatniej krytycznej próby na Zachodzie, był ruch protestacyjny z 1968 roku. Dla Venezianiego historyczny rezultat ruchu protestacyjnego wydaje się ostatecznie mieścić w ramach „przyspieszonego procesu westernizacji w sensie gwałtownej sekularyzacji społeczeństwa”; dlatego interpretuje on ruch protestacyjny jako okres ekscentryczny, ale wciąż wewnętrzny dla rozwoju okcydentalizmu. W tym sensie opisałem rok 1968 jako zdecydowanie wewnątrz-burżuazyjną rewolucję, w tym sensie, iż oznaczała ona przejście od starego do nowego etapu burżuazji.

W istocie możemy tu dostrzec analogię z marksizmem: tym, czym marksizm był, z filozoficznego punktu widzenia, w szerszym procesie – mianowicie etapem przejściowym od kapitalizmu do neokapitalizmu – był ruch protestacyjny, z historycznego punktu widzenia, a nawet z moralnego punktu widzenia, w bardziej ograniczonym okresie.

W tym względzie zgadzam się z Venezianim, który uważa Pasoliniego za autora, który najdobitniej ukazał głęboką istotę ruchu protestacyjnego.

Pasolini stwierdził wręcz, że w praktyce ruch protestacyjny pomógł nowej władzy zniszczyć wartości, których neokapitalistyczna władza pragnęła się pozbyć: tradycję, poczucie religijne, przywiązanie do korzeni, poczucie autentyczności, tajemnicy, organiczną więź ze wspólnotą ludzi i wartości. Nieprzypadkowo, dodaje Veneziani, „kiedy ci młodzi ludzie pozbyli się ideologicznej i politycznej „nadbudowy” typu rewolucyjnego, stali się agentami i funkcjonariuszami konsumpcjonistycznego i burżuazyjnego utylitaryzmu, który charakteryzował ich wówczas w latach osiemdziesiątych”.

Czy jednak były to jedyne cele ruchu protestacyjnego? W rzeczywistości ruch protestacyjny z 1968 roku „śpiewał w dwóch różnych rejestrach”.

Można go ogólnie utożsamiać ze Szkołą Frankfurcką, wyrażającą bunt przeciwko technokratycznemu i scjentystycznemu społeczeństwu, która była być może dominująca na początku ruchu protestacyjnego. Drugie z nich wyraziło się w opozycji między duchem rewolucyjnym a duchem tradycyjnym i ostatecznie zwyciężyło. To właśnie ta opozycja dała początek sojuszowi protestujących z radykalizmem burżuazyjnym, który oznaczał schyłek samego ruchu protestacyjnego. Jego błąd, jak zauważa Veneziani, polegał na utożsamieniu tradycyjnych wartości z systemem kapitalistycznym, jaki był ich najzacieklejszym wrogiem.

Przyczyniło się to w ten sposób do złamania „nie systemów wsparcia i sojuszy kapitalizmu, ale ostatnich ograniczeń, które hamowały system kapitalistyczny”.

Ostatecznie, aby uchwycić pełne znaczenie okcydentalizmu i jego etapów przejściowych – takich jak marksizm i, pod pewnymi względami, ruch protestacyjny z 1968 roku – musimy powrócić do idei rewolucji, która charakteryzowała ostatnie dwa stulecia. Idea rewolucji jest przeciwieństwem idei opatrzności.

Rewolucja zakłada bowiem, iż człowiek może się odkupić poprzez proces wyzwolenia. Idea opatrzności, przeciwnie, zakłada, że ​​ historia nie jest w całości tworzona przez ludzi, a raczej coś, co nie należy do człowieka, o czym nie decyduje on, ingeruje w jej bieg i rezultaty. Współczesne społeczeństwo i obecny upadek komunizmu pokazują klęskę idei rewolucji, spowodowaną odwróceniem jej pierwotnych założeń. Z drugiej strony, pokazują zwycięstwo idei opatrzności, w tym sensie, że zgadzają się, iż ścieżka historii nie do końca odpowiada woli ludzi, a wręcz od niej odbiega, prowadząc do odwrotnego efektu niż ten, który zamierzają; potwierdzając tym samym to, co Vico napisał o „historycznym fakcie Opatrzności”, która działa „bez żadnej ludzkiej świadomości ani rady, a często wbrew ludzkim intencjom”.

Teraz, gdy cykl rewolucyjny wygasa, okazuje się, iż nie jest procesem nieodwracalnym, za jaki uważali go zarówno postępowcy, jak i tradycjonaliści, lecz odwracalnym procesem historycznym, z którym można walczyć. Augusto Del Noce Tłum. na ang. Carlo Lancelotti, z ang. na polski Andrzej Filus UWAGA TŁUMACZA: Powyższy esej był ostatnim dziełem Del Noce, napisanym około tygodnia przed śmiercią (filozof zmarł 30.XII.1989 r.). Stanowił on przedmowę do książki Marcello Venezianiego La societa globale ei suoi nemici (Społeczeństwo globalne i jego wrogowie). Składamy serdeczne podziękowania profesorowi Carlo Lancelottiemu za przetłumaczenie tego eseju i uzyskanie zgody spadkobierców Del Noce na jego reprodukcję w Polsce. https://churchlifejournal.nd.edu/articles/ marxism-died-in-the-east-because-itrealized-itself-in-the-west/